"Święci ratownicy - opowieści" » Best Divers
Zainteresowany ofertą?
Zadzwoń na naszą infolinię:
601 321 557
Zamów bezpłatną rozmowę

„Święci ratownicy – opowieści”

Kiedy modlitwa dociera głębiej niż sonar - niezwykłe interwencje Świętych uwięzionych nurków i ludzi morza.

Którzy są to Ci Boscy Strażnicy Głębin, Święci, którzy schodzili pod wodę, by ratować życie, wydawać by się mogło w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Czy są w ogóle tacy? Już po tym wstępie wiem, że wielu nie będzie chciało czytać dalej tego artykułu. Już po tym słowie Święty – wielu powie sobie, napiszę w odzewie, w komentarzu słowa hejtu, krytyki czy jak to tam jeszcze nazwą.

Niemniej jednak faktów nie zmienimy, historię będą zmieniać na potrzeby tych, którzy nie chcą w życiu słowa „święty”, ale ja piszę ten artykuł dla tych, którzy chcą wiedzieć, którzy chcą mieć nadzieję, którzy chcą mieć wiarę, że gdy już wszystko zawiedzie pod wodą, w wodzie czy na wodzie, będzie jeszcze ta jedna nadzieja, która umiera ostatnia – wezwanie Świętego na ratunek. Nota bene, wierzę, że artykuł ten wpadnie w ręce kogoś, kto przeżył dzięki Opatrzności i chętnie dowiem się więcej o tej sytuacji, o ile będzie wola podzielenia się nią. Zapraszam do kontaktu.

Twój wybór, Twoje życie, Twoja wiara.

Obyś nigdy nie musiał wołać o ratunek… ale czy jesteś nieśmiertelny? Memento mori (pamiętaj o śmierci), pozdrowienie wielu Świętych, świeckich, a w czasach świetności rzymskiej - wypowiadane często do rzymskich generałów odnoszących tryumfy, aby nie popadali w pychę. Szkoda, że nie ma takiego pozdrowienia w śród nurków jak mają np. górnicy pracujący pod ziemią zwyczajowo pozdrawiający się „Szczęść Boże”, bo wiedzą, że tam stają dzień w dzień z ryzykiem nagłej śmierci.

Kiedyś szukałem odpowiedzi na pytanie, czy mamy jakiegoś świętego patrona nurków. Odpowiedz była zdumiewająca, zaskakująca, budująca, z której szczególnie my, Polacy powinniśmy być dumni. Niestety na wielu nie robi to najmniejszego wrażenia. Okazało się, że nie ma jednego świętego patrona nurków ogłoszonego jako „to ten jest patronem wszystkich nurkujących”….ale my Polacy mamy i to jakiego! Konkretnie, patron polskich nurków – Św. Jan Paweł II. Tu wgryzłem się w temat w 2018 roku dlatego nie będę go rozwijał - możesz poczytać o naszym patronie nurkujących pod tym linkiem https://www.bestdivers.pl/dlaczego-my-o-bestdivers/publikacje-w-mediach/swiety-patron-polskich-nurkow/ . Minęło 7 lat, a myśl badawcza o patronach nurków widać dalej mi nie dawała spokoju, dlatego postanowiłem napisać i ten artykuł, i to znowu w grudniu - tym razem 2025 roku.

A zatem do rzeczy. Któż to są Ci Święci, którzy odpowiedzieli na wezwania nieszczęśników podczas wypadku w wodzie. Jak Święci stali się ostatnią linią ratunku.

Święty Mikołaj ma zdecydowania najwięcej udokumentowanych opisów cudów pod wodą. Udokumentowanych znaczy tych, których zapiski możemy jeszcze znaleźć, a ile jest już legend, które powstały na bazie takich zdarzeń ? Nikt tego nie zliczy. I mówię tu o św. Mikołaju z Miry, biskupie , który żył na przełomie III i IV wieku, a nie ikonie popkultury stworzonej  przez Coca Colę jako dziadka w białej brodzie.

Najbardziej znany jest cud z żeglarzem, który wypadł za burtę (VI w.)

W jednym z najstarszych opisów z opowiadań z VI wieku, Praxis de Stratelatis (opis wielu zdarzeń za sprawą Biskupa z Miry), żeglarz wypada za burtę podczas sztormu i znika pod wodą. Załoga zaczyna modlić się do św. Mikołaja. Żywot opisuje, że Mikołaj pojawia się w wizji i chwyta tonącego za dłoń, wynosząc go ponad fale. Marynarz odzyskał przytomność na pokładzie.

Natomiast np. tradycja grecka opowiada o nurku z miejscowości Karlovas (Samos, ok. XIX w.).

Lokalna prawosławna tradycja opisuje nurka zbierającego gąbki na dnie morza, który zaplątał się w linę i nie mógł wydostać się na powierzchnię, szybko zaczął tracić powietrze. W relacji swojej rodziny (przechowywanej przy kościele św. Mikołaja) stwierdził: „Zobaczyłem starca w białej szacie, który przeciął linę”. Po wynurzeniu okazało się, że lina naprawdę została przerwana – choć nikt z powierzchni jej nie przeciął. Tu szybkie wyjaśnienie o tych gąbkach, bowiem młode pokolenie może już nie wiedzieć, iż dawniej wydobywano morskie gąbki, suszono je, a one służyły do mycia. Tak jak nasze dzisiejsze, na prawie każdej wannie, ale już syntetyczne.

Jeśli będziesz mieć odwagę, a będziesz w Grecji zapytaj lokalnych nurków, co mają Ci do powiedzenia w kwestii Świętych mających pieczę nad nurkami. Możesz dowiedzieć się wielu ciekawych historii nigdzie nie opisanych, a budujących wiarę w ich pomoc. Zachęcam.

Święty Mikołaj z Miry jest jednym z najstarszych patronów żeglarzy i rybaków. W ikonografii bywa przedstawiany z ludźmi wyciąganymi z fal. Obecnie żyjący nurkowie również coraz częściej powołują się na jego opiekę. We współczesnych czasach znany jest cud w Adriatyku w słonecznej Italii.

Jedną z opowieści, szeroko krążących w środowisku włoskich nurków rekreacyjnych, jest relacja mężczyzny, który podczas samotnego zejścia na bezdechu w Adriatyku w okolicy Bari stracił przytomność na głębokości ok. 20 metrów. Gdy odzyskał świadomość na powierzchni, dryfując obok bojki, twierdził, że „poczuł czyjąś dłoń na plecach, jakby ktoś go wypchnął ku górze”. Żaden inny nurek, a mowa tu o freediverach, nie znajdował się w pobliżu. Mężczyzna — głęboko wierzący — uznał to za interwencję św. Mikołaja, patrona regionu i ludzi morza. Choć brak świadków, historia weszła do lokalnej tradycji religijnej.

Wśród bułgarskich rybaków i nurków istnieje opowieść o dwóch podwodnych łowcach Morza Czarnego , którzy podczas gwałtownego załamania pogody zostali wciągnięci w wir przy skalnym cyplu Kaliakry. Według jednego z nich nagle znaleźli się w jaskini w „kieszeni powietrznej” — niewielkiej, powstałej pod nawisem skalnym przestrzeni, która umożliwiła im wydobycie się z niej i przeczekanie najgorszej fali. Kiedy po kilku minutach wypłynęli na powierzchnię, pogoda zaczęła się uspokajać. Mężczyźni twierdzili później, że modlili się w panice do św. Mikołaja, a „kieszeń powietrza” pojawiła się dokładnie tam, gdzie już nie mieli sił płynąć. Dzięki temu mogli złapać ten cenny oddech. Choć geologicznie zjawisko jest możliwe, miejscowi do dziś mówią, że to „dar od ich patrona”.

Chorwaccy nurkowie na wyspie Vis często wspominają o zjawisku, w którym osoba tonąca czuje silny nacisk od dołu – jakby ktoś ją wypychał. Jedna z nowszych historii dotykająca naszych czasów, opowiada o młodym myśliwym podwodnym, który po omdleniu w płytkiej wodzie został wyciągnięty na powierzchnię, mimo że nikt nie nurkował w pobliżu, nikogo nie było, słowem był sam. Jego koledzy twierdzą, że widzieli tylko „bańkę wydobywającą się z dna, a potem jego samego wypływającego na plecach”. W miejscowej tradycji wysp Adriatyku mówi się, że to znak św. Mikołaja — ale czasem także św. Nikoli z Leni, lokalnego patrona żeglarzy.

Przytoczę tu jeszcze przykład z Rosji z 1903 roku.

W Rosji w archiwach cerkwi nad Morzem Czarnym znajduje się zapis o nurku, wtedy jeszcze pracującym w ciężkim sprzęcie klasycznym, jaki widujemy czasami na historycznych zdjęciach. W Noworosyjsku w 1903 roku podczas wydobycia wraku, stracił stabilność podczas pracy i zaczął tracić przytomność z powodu zbyt szybkiego spadania w dół. Świadkowie twierdzili, że nagle sam wypłynął na odpowiednią głębokość. Przypominam, mamy opis nurka w ciężkim sprzęcie do nurkowania klasycznego – sam hełm waży ok. 7-12 kg, a cały strój ok. 90 kg! Jego lina asekuracyjna została podciągnięta. Później nurek napisał w świadectwie: „Czułem, jakby ktoś mnie ciągnął ku górze”. Zdarzenie to przypisano pomocy Św. Mikołaja. Wotum przedstawiające ten wypadek wisiało w cerkwi do 1917 roku.

Innym często przytaczanym patronem tonących jest św. Barbara. Święta Barbara kojarzona jest z górnikami, artylerzystami oraz ludźmi pracującymi w warunkach nagłego zagrożenia (patrz górnicy). Jednak w niektórych krajach Jej kult od dawna przeniknął także środowiska nurkowe, zwłaszcza nurków technicznych i głębinowych.

Przytaczam współczesną historię polskiego freedivera.

W Polsce wśród freediverów krąży opowieść o młodym sportowcu, który podczas treningu na jeziorze stracił świadomość tuż przed wynurzeniem (doznał tzw. blackout’u w polskim języku nazywanego także mroczkami płytkiej wody). Znaleziono go unoszącego się w wodzie, ale w jego relacji, nota bene spisanej po latach, pojawia się wątek „kobiecego głosu, który krzyczał: wynurz się, natychmiast”. Freediver, wychowany w tradycji górniczej rodziny, uznał ten głos za interwencję św. Barbary, patronki jego ojca i dziadka. Choć wyjaśnienie może mieć charakter psychologiczny, sam uratowany uważa: „Gdyby nie ten krzyk, już bym nie żył, Barbara mnie obudziła”.

Mamy też kolejne świadectwo od polskiego nurka jak  św. Barbara na Bałtyku ocaliła nurka wrakowego.

W archiwum pewnej polskiej grupy nurków pojawia się historia sprzed ponad 20 lat. Doświadczony wrakowy nurek eksplorował głęboki wrak u wybrzeży Bornholmu. Podczas penetracji wnętrza statku zaplątał się w elementy konstrukcji i skończył mu się planowany czas denny. Według jego relacji w pewnym momencie usłyszał wyraźne „wracaj”, a wcześniej wyćwiczone odruchy, które ćwiczy się podczas kursów nurkowania jak odcinanie sieci, cięcie lin, wycofanie, rotacja ciała — wykonał jakby automatycznie i w zupełnym spokoju ducha. Nurek sam twierdzi, że to św. Barbara „nakierowała go na procedurę, którą znał, ale w panice o niej zapomniał”. To jedna z historii najczęściej opowiadanych w środowisku nurków wrakowych wierzących w jej opiekę.

 O jak wiele tracimy nie chcąc słuchać takich opowiadań albo nie wiadomo dlaczego, wstydząc się je powtarzać.

Innym zdarzeniem wśród nurków zawodowych, a dobrze znanym, jest  cud w kesonie we Francji z 1895 roku.

Przy budowie mostu w miejscowości Rouen pracowało kilkunastu robotników w kesonach pod ciśnieniem. Była to nowatorska ówczesna forma prac pod wodą dla nurków. W jednym z raportów inżynieryjnych odnotowano pęknięcie komory i gwałtowny napływ wody. Trzech robotników przeżyło, jeden twierdził, że w chwili pęknięcia „wołał św. Barbarę”. Po uratowaniu pozostali podpisali wotum z napisem: „Uratowani dzięki św. Barbarze – keson nr 4, 1895”. Wotum znajduje się w kościele St-Barbara w Rouen.

W różnych krajach gdzie się nurkuje istnieją mniej znani święci lub błogosławieni, którym przypisuje się ochronę przed utonięciem. Takim przykładem jest św. Brendan – duchowy towarzysz nurków Irlandii.

Irlandzcy łowcy homarów opowiadają o przypadkach, w których modlitwa do św. Brendana miała pomagać wydostać się z sieci, zaplatania w liny, czy  ocaleniem mimo uszkodzonego sprzętu. Najbardziej krzyczący przekaz możemy znaleźć z lat 60. Opowiada o nurku komercyjnym, czyli zawodowym pracującym w ciężkim sprzęcie do chodzenia po dnie, który utknął w linach ciężkiego osprzętu nurkowego i twierdził później, że „ktoś przeciął je od wewnątrz, choć nie było tam nikogo”. W raporcie technicznym zapisano jedynie, że lina pękła „w sposób trudny do wyjaśnienia”.

Z odleglejszych opowieści ze średniowiecza możemy znaleźć legendę z odnalezieniem ciała za sprawą właśnie modlitwy Brendana, późniejszego świętego. W irlandzkich tradycjach morskich znajduje się historia, w której podczas sztormu młody mnich wpada do oceanu. Brendan modli się, a fale wyrzucają go na powierzchnię morza jakby podanego na dłoni. Tekst jest legendarny, ze specyficznym jak na tamte czasu językiem trudnym do przetłumaczenia ale opis jest bardzo obrazowy i związany z ratunkiem z głębin morza.

Św. Andrzej – patron rybaków, którego widział freediver w Szkocji

Na szkockich Hybrydach istnieje przekaz o freediverze-amatorze, który podczas zbierania przegrzebek  stracił orientację po zderzeniu z mocną falą. Według jego relacji pod wodą ujrzał sylwetkę mężczyzny w długim płaszczu, który wskazał mu kierunek i zniknął. Po wynurzeniu mężczyzna dopłynął do niewielkiej zatoczki, której wcześniej nie znał, a było to jedyne miejsce w okolicy osłonięte przed prądem. Gdy ocalały freediver opowiadał swoją historię w lokalnym pubie miejscowi rybacy bez wahania uznali i przyjęli to jako pewnik, że był to św. Andrzej — patron Szkocji, tradycyjnie czczony jako opiekun ludzi pracujących na morzu.

Inną ratującą z opresji postacią jest św. Krzysztof, w tej relacji niosący pomoc nurkom jaskiniowym w Alpach.

W Alpach istnieją niezliczone jaskinie i jeszcze więcej tych zalanych, idealnie pasujących do upodobań nurków jaskiniowych. Siłą rzeczy z latami powstały grupy nurków eksplorujących podwodne jaskinie oraz górskie rzeki, które sam nie raz miałem okazję ujrzeć spod wody… iście przepiękne jak np. rzeka Traun. Jedna z historii, często powtarzana w regionie Tyrolu, dotyczy mężczyzny, którego podczas nurkowania w lodowatej rzece Inn wciągnął podwodny syfon, miejsce gdzie woda mocno zasysa tworząc duże ciśnienie uniemożliwiające się wydostanie, w którym utknął pod skalnym progiem. Po ponad minucie walki, jak później opowiadał, usłyszał w głowie głos „idź za światłem”, po czym dostrzegł smugę jasności między głazami. Udało mu się wczołgać przez wąską szczelinę, która podczas późniejszego pomiaru okazała się niemal niemożliwa do przejścia. Nurek, choć wówczas niewierzący i nierozumiejący co mówi, później powiedział, że „to musiał być ktoś, kto już przenosił ludzi przez rzeki”. W lokalnych relacjach przypisuje się to św. Krzysztofowi. Ten święty, zgodnie z legendą, był potężnie zbudowanym mężczyzną, który pomagał podróżnym przeprawiać się przez rzekę; pewnego razu przeniósł na barkach chłopca, który okazał się Dzieciątkiem Jezus – i to On stał się ciężarem świata, co symbolizowało, że Krzysztof nosił cały świat i Jego grzechy. Po tym wydarzeniu Krzysztof (imię oznaczające „nosiciel Chrystusa”) został patronem kierowców, podróżnych, żeglarzy i mostów. Mostów ponieważ jest patronem w trudnych przeprawach, a same mosty symbolizują przeprawę przez wodę lub przepaść.

Cuda morza Japońskiego – „biała kobieta pod falami”

Japońskie nurkarki ama (osobiście wolę zwrot nurczynki) od stuleci przekazują sobie historie o duchowej opiekunce kobiet, często utożsamianej z chrześcijańską świętą. Jedna z najczęściej przytaczanych opowieści mówi o młodej adeptce nurkowania ama, która podczas połowu pereł została porwana przez silny prąd. Według lokalnego podania wynurzyła się dzięki pomocy „białej kobiety”, która miała ją chwycić za rękę i poprowadzić ku powierzchni. Co ciekawe, w niektórych katolickich wspólnotach na południu Japonii utożsamia się tę postać z Maryją lub św. Anną, mimo że opowieść pochodzi jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. To doskonały przykład, jak wiara i tradycja splatają się w kulturach nadmorskich w jedną narrację o opiece z góry. Jak widać Opatrzność czuwa nad tymi, którzy uciekają się do niej.

 

Znamy też opowieść hiszpańskich flisaków z Galicji o opiece Świętych Aniołów.

W Galicji (Hiszpania), krainie o silnych katolickich tradycjach, rybacy od lat łączą historię ocalenia nurków z figurkami, posągami czy pomnikami aniołów, które często stawiane są w pobliżu portów. Jedna z nowszych historii dotyczy nurka technicznego, który eksplorował wrak w okolicach Vigo. Podczas komplikacji z rebreatherem zaczął tracić świadomość, gdy nagle zobaczył, jak opowiadał, „postać z latarnią”. To światło skupiło jego uwagę na przewodzie w sprzęcie nurkowym, który się odpiął. Szybko usunął usterkę i szczęśliwie zakończył nurkowanie. W relacji nurek twierdził, że to nie mogło być omamienie, bo postać miała kształt anioła identyczny z tym, który widział na kapliczce przy porcie.

Nie może zabraknąć w historiach ratujących życie w wodzie naszej kochanej niebiańskiej mamy – Matki Bożej – Stella Maris.

Nawet dziś, w czasach współczesnych to najliczniejsza grupa świadectw - nurkowie piszą o tym w księgach wotów w różnych kościołach. W 2012 roku na wyspie Hvar było zdarzenie kiedy to freediver nurkujący na 30 metrów głębokości przy wynurzeniu doznał tzw. black out’u. Opowiadał: „Kiedy traciłem świadomość, zacząłem modlić się do Matki Bożej. Obudziłem się już na powierzchni w ramionach partnera. On powiedział, że znalazł mnie szybciej, niż było to możliwe”. Jego nurkowy partner  również twierdził, że „poczuł, że musi natychmiast zanurkować”. Wotum ów freedivera , który przeżył możemy znaleźć w kaplicy Bogurodzicy Stella Maris na wyspie Hvar.

Natomiast w sanktuarium w Bonaria we Włoszech (Cagliari) wisi srebrna tabliczka z napisem: „Ocalony z głębin za przyczyną Matki Bożej – 42 metry, awaria automatu”. A mianowicie w 1998 roku na Sardynii pewnemu nurkowi uszkodził się automat oddechowy czego następstwem był nagły i szybki wypływ powietrza z regulatora, którym oddychał. Udało mu się dotrzeć pod wodą na 42 metrach do partnera na bardzo małej rezerwie gazu. Później sam przyznał, że „Modlił się do Maryi”.

Mamy także opis cudownego ocalenia nurka w latach 70. naszego stulecia w Egipcie za sprawą św. Sarkisa (Ormiańskiego). W relacjach ormiańskich pielgrzymów z Egiptu pojawia się opis rybaka-nurka z Hurghady z lat 70. XX wieku, który został porwany w morzu przez silny prąd i wciągnięty przez wir. Po ocaleniu ofiarował srebrny krzyż w kościele św. Sarkisa w Kairze, pisząc, że: „Gdy tonąłem, wzywałem św. Sarkisa. W tej samej sekundzie osłabł prąd i mogłem wypłynąć”.

Można by zadać sobie pytanie – czy i dlaczego te opowieści i świadectwa są ważne?

Niezależnie od tego, czy określa się je jako cud, splot okoliczności czy psychologiczne doświadczenie graniczne — wszystkie te historie łączy jedno: wdzięczność za ocalenie komuś z „drugiej” strony. Nieważne, czy są to potwierdzone świadectwa, czy już obrośnięte legendą opowieści, uratowani jakby naturalnie uznali, że była to pomoc kogoś z tej niewidzialnej strony.

Dla wielu nurków i freediverów, którzy popadli w kłopoty pod wodą, kontakt z głębiną bywa doświadczeniem duchowym. W momentach zagrożenia intuicyjnie zwracają się ku temu, co większe, niż oni sami — do Boga, do Świętych, do patronów najbardziej znanych w ich środowisku, gdzie żyją. Do tych których pamiętają z dzieciństwa z opowieści babci, mamy, taty…  A ocalenie, niezależnie od interpretacji, często wzmacnia ich wiarę oraz poczucie więzi ze swoimi duchowymi, niekłamanymi przyjaciółmi.

Świat podwodny, choć piękny, pozostaje przestrzenią nieprzewidywalną, o czym często przypominam na kursie Rescue Diver (kurs uczący technik ratownictwa w i pod wodą). Może dlatego właśnie to tu powstaje tak wiele opowieści o cudach: o tajemniczych siłach, które w najtrudniejszych momentach popychają człowieka ku powierzchni. Czy są to rzeczywiste interwencje Świętych? Czy może halucynacje hipoksyjne, intuicyjne decyzje, których sam nurek nie pamięta albo zwykłe szczęście?

Na te pytania każdy musi odpowiedzieć sam. O wiarę trzeba się modlić. Jedno pozostaje jednak pewne: dla tych, którzy przeżyli, każde ocalenie ma w sobie coś świętego, czego często nie da się wyjaśnić w sposób racjonalny czy ludzki.

W świecie podwodnym człowiek często spotyka zarówno swoją słabość, jak i ogrom żywiołu. To właśnie tam, gdzie w problemach podczas nurkowania walczy się o oddech, orientację i przede wszystkim życie — rodzą się opowieści o siłach, które przekraczają ludzkie możliwości. Niemal wszyscy ocaleni jednak czuli, że nie są sami.

A ileż to musi być nieopisanych historii, lokalnych legend, cudów o których nigdy się nie dowiemy...

Zatem udanych nurkowań, pamiętaj, nie jesteś sam!

Opracowanie: Rudi Stankiewicz

Masz pytania?

Wystarczy, że do nas napiszesz lub zadzwonisz:
Bestdivers@bestdivers.pl
Tel. (+48) 601321557 / (+48) 698529073